Tutaj truje michnikowszczyzna i KPP. Polecam - Ewa Milewicz
Kategorie: Wszystkie | o polityce | czytelnia
RSS
poniedziałek, 03 lipca 2006
Ekscentryczny kraj

Trójkąt Weimarski odwołali w ostatniej chwili. Prezydent Kaczyński pewnie się zdenerwował artykułem w niemieckim piśmie die Tageszeitung. I odwołał w niedzielę wieczorem prezydenta Francji i kanclerz Niemiec, z którymi miał się spotkać w poniedziałek rano. Bo ma zaburzenia żołądkowe.

Minęło dopiero pół roku jego kadencji. Jeszcze cztery i pół. Jak L. K. to wytrzyma? Czy Polska nie stanie się krajem ekscentrycznym?

Polska polityka zagraniczna nie może zależeć w takim stopniu od tego co piszą dziennikarze. Choć artykuł w Tageszeitung jest rzeczywiście chamski, to co może na to poradzić Angela Merkel? Zamknie tę gazetę?

Życie polityka, aktora, czy innych osób, którymi się interesują dziennikarze jest okropne. Nie zazdroszczę zainteresowania mediów Ale to jak pylica dla górnika. Choroba zawodowa.

piątek, 30 czerwca 2006
Teczki, dodatek o Sikorskim

Fragment z depeszy PAP:Radek Sikorski "zaznaczył, że był i jest zwolennikiem lustracji, ale nie może nie zauważyć, że relacje zamieszczone w teczce „Szpak" nie są prawdą i tylko prawdą.

"Są, co najwyżej półprawdą z domieszką fałszu. Jak każde ułomne dzieło człowieka, relacje informatorów WSI odwzorowują rzeczywistość w sposób szczególnie zdeformowany optyką służb, ignorancją i zawodowym niechlujstwem. I nie chodzi wcale o autentyczność dokumentów. Dokument może być autentyczny, ale przekazywać fałsz. Oficerom, którzy szukali na mnie haków po prostu zdarzały się pomyłki, naciąganie faktów i zwykłe konfabulacje" - uważa minister.

 "Teczka „Szpak” potwierdza słuszność słów Prymasa Polski o tym, że nie ma teczki, która nie zawierałaby kłamstw, nienawiści, podłości i zdrad" - uważa Sikorski.

A lustracja nam w oczach łagodnieje

Najprostszą metodą wybrnięcia z pata lustracyjnego byłby dla Gilowskiej status pokrzywdzonego. Tzn. gdyby poprosiła o to IPN. Ale jeśli jak mówi niczego w opozycji nie robiła, bo zajmowała się rodziną, to pokrzywdzoną nie zostanie.

Druga droga dla niej to minister Zbigniew Wasserman. Gdyby zechciał przekuć na dowody aurę piodejrzeń, że za kłopotami Gilowskiej tkwiły spec służby, jej sytuacja by się znacznie poprawiła. Nie tylko w tym sensie, że to by dobrze wypadło w telewizji. Ale dowody na machinacje służb musiał by rozpatrzeć sąd lustracyjny w toku autolustracji Gilowskiej.

Jeśli zaś ten sąd będzie miał jako pożywkę wyłącznie współczesne zeznania b. esbeków, to proces będzie trwał i trwał. Nim się ich przesłucha (sezon urlopowy i inne usprawiedliwione nieobecności), nim sąd zawezwie kolejnych świadków (zwykle są zgłaszani) czas minie. Trudno tak żyć, zwłaszcza w małym Świdniku, gdzie wszyscy ją znają.

Ja jej wierzę.

Na plecach księży i Gilowskiej lustracja łagodnieje. Już wiadomo, że nie tylko teczka Kaczyńskiego była fałszowana (po 1989 r.). Teraz z PiS słychać, że i teczka Gilowskiej. Chętnie w to wierzę, poważnie, bez przekąsu. SB bowiem dobrze nie wspominam.

wtorek, 27 czerwca 2006
Niech wróci Gilowska

Premier zaprasza Gilowską do rządu, jeśli w czwartek sąd lustracyjny nie rozpocznie jej lustracji. A ten zapewne nie rozpocznie, bo ustawa lustracyjna wyłącza spod lustracji ludzi, którzy odeszli ze stanowisk.

Premier wygląda na wkurzonego. „Wystarczy tego, po prostu dosyć” - powiedział. Podoba mi się to wkurzenie i konsekwencja Marcinkiewicza. Konsekwencja - bo skoro uważa, że jakieś tajemnicze siły się kryją za lustracją Gilowskiej, skoro uważa, że to nieprzypadkowy moment na jej lustrację, to słusznie chce jej powrotu. Jeszcze bardziej by się mi podobał, gdyby jej w ogóle nie wyrzucił.

Kiedy zdecydował się w zeszłym tygodniu na przyjęcie dymisji Gilowskiej, mówił, że każą mu tak postąpić zasady, które przyjęli w rządzie (lub w PiS-ie - nie wiem). Jakie zasady - nie wyjaśnił. Moim zdaniem różne zasady zostały w tej kadencji połamane. Przecież PiS nie chciał Samoobrony. Jak najgorzej mówił i o tej partii, i o Andrzeju Lepperze. A wszedł z nim w koalicję. Dlaczego więc od razu nie powiedział Gilowskiej: wsio rawno, niech pani zostanie?

W każdym razie: dobrze, że są na tapecie agenci w kościele. Dobrze, że w rządzie i w PiSie się ocierają o kwestie teczkowe. To rządzących i ich zwolenników otrzaska z teczkami i uczyni bardziej wyrozumiałymi.

piątek, 23 czerwca 2006
Poproszę coś innego

Zyta Gilowska została posłem w 2001 r. I w tym momencie podpadła pod ustawę lustracyjną. Tyle lat rzecznik interesu publicznego nie wytoczył jej postępowania o kłamstwo lustracyjne.

I nagle, po tylu latach? Jeśli to się będzie toczyć w zwykłym trybie, tzn. dwiunstacyjnym plus kasacja, to się skończy po kilku latach. Chyba że zlikwidują sąd lustracyjny.

Wtedy albo wywieszą jej kwity w internecie, albo ona sama je ogłosi.

Przykro mi, że o lustracji Gilowskiej jako pierwsza napisała Gazeta Wyborcza. Najchętniej bym jej wysłała maila z dobrym słowem.

środa, 21 czerwca 2006
Tęsknię za Giertychem

Jezu, ludzie. Przyznam, że po swoim ostatnim wpisie nie miałam odwagi przeczytać Państwa wpisów. Wyobraźnia mi podpowiadała, co się może dziać pod moim blogiem. Do galby: faktycznie ogłuchłam i oślepłam.

Ale już mi przeszło. Co do antysemtyzmu: przecież łatwo sprawdzić czy jest czy go nie ma. Każdy kto uważa, że jest to zwid, niech się przebierze za Żyda. Nie chodzi mi o to, aby założyć chałat i jarmułkę, ale przecież każdy może tymczasowo rozpuścić wśród sąsiadów, w pracy czy gdzie tam bywa, że jest żydem.

Ale bez przesady: da się żyć. Piotr Farfał zdarza się w każdym europjeskim kraju. Szczerze wierzę, że jego faszytowskie pisemko to był błąd młodości. Kto nie robił takich czy innych głupot w swojej przeszłości (nie tylko w młodości), niech pierwszy rzuci kamieniem. Ja nie rzucę. Tylko cały czas się zastanawiam: dlaczego Roman Giertych, człowiek niezwykle mowny akurat zamilkł? Choć Farfał to jego człowiek? Co na to LPR? Ogłuchła?

piątek, 16 czerwca 2006
Bo Żydzi zabili Chrystusa

Czy w Polsce jest antysemityzm? To zależy,jakie postawy uznamy za antysemickie. Jeśli objawem będzie pochwała zabijania - to w Polsce antysemitzmu nie ma.

W Polsce za antysemitę uważa się człowieka, który pochwałałby Holocaust. Wszystko mniej od takiej pochwały antysemityzmem nie jest. W dniu, w którym Bronisław Wildstein został prezesem TVP do „Szkła kontaktowego”, świetnego programu w TVN 24 z udziałem widzów, zadzwoniła pani.Zaczęła mniej więcej tak: ja nie mam nic przeciw ludziom innej rasy czy wyznania. Ale czy naprawdę nie mamy Polaków, którzy by się nadali na stanowisko prezesa TVP? Prowadzący program Grzegorz Miecugow wszedł jej w słowo: oj brzydko tak mówić proszę pani, tak nie będziemy rozmawiać i przerwał kontakt z tą panią.

Ta pani zachowała się w sposób dość typowy. Wie zapewne, że może być posądzona o antysemityzm, więc zapewnia, że jest osobą bez uprzedzeń. Jej zastrzeżenia nie są spowodowane niechęcią do Żydów, lecz ciekawością dlaczego nie Polak obsadził to stanowisko?

Są inne odmiany postępowania w takiej sytuacji. Mówi się np. ja nie mam nic przeciw Żydom. Kilku mocich przyjaciół jest Żydami, ale jednak Żydzi mają w Polsce za duże wpływy. Albo: ja nie mam nic przeciw Żydom, ale niech się przyznają do swego pochodzenia.

Pewien znany mi człowiek opowiadał ostatnio o refleksjach swojej koleżanki z pracy, młodej kobiety. - Nie podoba mi się, że u nas w rządzie jest zawsze tylu Żydów, rzuciła w luźnej rozmowie. To przekonanie o tym, że rząd i Sejm to sami Żydzi jest w Polsce czymś obiegowym.

Kilka lat temu w Sejmie, gdzie byłam jako dziennikarka, podeszli do mnie dwaj roześmiani posłowie pewnej partii. - Wie pani, dokąd teraz idziemy spytał jeden z nich, nie krępując się ani tego drugiego ani mnie. - I sam odpowiedział: na zebranie klubu mniejszości polskiej w Sejmie.

Weźmy fora internetowe. O co chodzi autorowi wpisu typu: czy Milewicz to Pani prawdziwe nazwisko? Kto to wie? Może autorowi tego typu wpisu chodzi o zbadanie czy ja to ja, że nikt się pod moje nazwisko nie podszywa? Ale może nie.

Słowo „Żyd” występuje u nas często jak pejcz nie tylko w tzw. sferze publicznej, gdy niezadowolony z władzy obywatel posądza ją o żydowskie pochodzenie.

Pewna znana mi osoba opowiadała swoje przygody z dzieciństwa w Warszawie za czasów PRL. Otóż nie lubiła spać w przedszkolu i w związku z tym wierciła się na łóżku. Pewnego dnia usłyszała jak przedszkolanka mówi do swojej koleżanki: ta Żydówa nie chce spać. To samo dziecko nie chciało wychodzić na podwórko, bo dzieci mówiły jej: twoi rodzice zabili Chrystusa. Czy to jest antysemityzm? Ja uważam, że tak.

Pozdrawiam

Żydówka

wtorek, 13 czerwca 2006
Nasze Zozy przeniosą się pod Badajoz

Rząd powinien pomyśleć o sponsorowaniu białoruskiej i ukraińskiej służby zdrowia. Ani chybi w dwa lata pozbędzie się bowiem problemów z polskimi lekarzami i pielęgniarkami. Wyjadą w inne obszary UE.

Im bardziej bowiem lekarze z Polski wyjeżdżają, tym bardziej wyjeżdżać będą. Okazuje się bowiem, że dają sobie radę na Zachodzie nawet gdy nie znają języka. Do Hiszpanii wyjeżdża ich coraz więcej, choć zwykle nie znają hiszpańskiego. A w Hiszpanii angielski nie jest powszechnie znany. Mimo to polscy lekarze robią tam furorę. W jednym z regionów Hiszpanii jest nawet pomysł, aby dostawali oni w pierwszym roku kogoś w rodzaju tłumaczo-przewodnika.

Dlatego takie działania jak zwolnienie z pracy przez ministra Ludwika Dorna dyrektora łódzkiego szpitala MSWiA Wojciecha Szrajbera wydaje mi się oszałamiająco niezwykłe.

Szpital w maju strajkował. Dyrektor odmówił zwolnienia strajkujących lekarzy. MSwIA ugięło się a rzecznik prasowy ministra Dorna, Tomasz Skłodowski zaczął tłumaczyć w końcówce maja, że jego szef nie chiał wcale lekarzy zwalniać.

Teraz dyrektor szpitala poleciał, bo wtedy nie chciał swoich lekarzy wyrzucić. Niestety miniser Dorn rozumie silne państwo jako takie, które wprowadza wojskowy dryl. Huknąć, wyrzucić, wziąć w kamasze. Obywatel wtedy czuje się bezpieczny.

Dorn był człowikiem „S”. Stał za koncepcją solidarnego państwa. I co? Teraz pozostaje jego rządowi dbać o to, aby jak najwięcej lekarzy wykształciły Ukraina i Białoruś. Może dla nich praca w Polsce będzie atrakcyjna finansowo.

piątek, 09 czerwca 2006
O wielkości Kataryny

Do Kataryny: dziekuję.

Do innych: Kataryna jest wielka.

Polityczni sojusznicy dla kataryny

Coś dla Kataryny.

Czyli komentarz przeklejony z archiwum GW.

Jego polityczni sojusznicy= sojusznicy Chrzanowskiego. Czyli Macierewicz, wiceprezes ZCHN, którego Macierewicz był prezesem:

Gazeta Wyborcza nr 59, wydanie waw z dnia 10/03/2000 TEMATY DNIA, str. 2

[podpis] EWA MILEWICZ
Zaszczyt oplucia

Jerzy Osiatyński, Bohdan Pilarski, Grażyna Staniszewska, Wiesław Chrzanowski - kolejne osoby z tzw. listy Macierewicza, o których Sąd Lustracyjny mówi, że nie współpracowały z SB. W 1992 r. Antoni Macierewicz na swoich listach umieścił 66 osób. Początkowo nazywał je "zasobem archiwalnym" SB, potem nazywał swoje ofiary świadomymi współpracownikami. W piśmie "Głos" mówił, że określanie jego listy jego nazwiskiem jest dla niego "olbrzymim przywilejem i zaszczytem" i że "nie ma cienia wątpliwości, że lista zawierała prawdziwe informacje". To rzadkość, aby polityk przyznał się, że zaszczytem jest dla niego oplucie ludzi, w tym także przyjaciół politycznych.

Ci, którzy oskarżają innych o współpracę, kierują się niewyszukaną logiką: jak są kwity w archiwach, to znaczy, że współpracował, jak nie ma tzw. teczki pracy ani zobowiązania do współpracy, to też znaczy, że współpracował, ale SB go kamuflowała, jak nic nie ma w aktach - to dopiero musiał być superagent, skoro SB zniszczyła całą jego dokumentację.

No i co - powiedzą fanatycy takiej lustracji - Macierewicz, Nizieński i Kauba oskarżyli, ale sąd oczyścił. Ale co na to ofiary? Chrzanowski, o którym sąd orzekł, że nie współpracował z SB, powiedział: "to była dla mnie życiowa sprawa". Żył naprzód z UB na karku, potem z SB, potem zastąpili ich jego polityczni sojusznicy

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6