Tutaj truje michnikowszczyzna i KPP. Polecam - Ewa Milewicz
Kategorie: Wszystkie | o polityce | czytelnia
RSS
niedziela, 03 września 2006
Kuroń Żywy

31 sierpnia byłam w Gdańsku pod pomnikiem zastrzelonych stoczniowców. Akurat miał składać kwiaty Lech Wałęsa. Pojawiło się masę posłów i senatorów PO. I jeszcze garstka osób. Trochę gapiów, nastawionych na oglądanie osób znanych tylko z telewizji. Stali blisko i komentowali.OO Rokita, jaki ma kapelusz. Itd. Właściwie nikogo ta uroczystość, mimo że zapowiadana w mediach nie obeszła.

Nie sądzę, że to się stało z jakiś głębszych powodów. Byle rocznica nikogo nie obchodzi, choć akurat to tu - trawestując JP II wszystko się zaczęło. Łącznie z IV RP. Teraz na ludziach,na nas wszystkich robią wrażenie tylko słowa-tajfuny.

Sama czuję się stabloidyzowana. Nic poniżej agent, zdrajca do mnie nie dociera. Jak premier Jarosław Kaczyński powiedział „odzyskaliśmy msz”, to potraktowałam to jako wypowiedź stołkowo-koalicyjną. Że niby odzyskał MSz od obcego Mellera i obsadzi jakimś swoim człowiekiem.

A tak naprawdę te słowa o odzyskaniu MSZ powinnam była potraktować jak później słowa Macierewicza o ministrach spraw zagranicznych III RP w większośći agentach, jego zdaniem. Bo czym się te wypowiedzi różniły? „Odzyskaliśmy MSZ” to była łagodna wersja późniejszego Macierewicza. Ale to do mnie dotarło dopiero po tabloidyzacji przez Macierewicza.

Dziś z kolei byłam na Powązkach przy grobie Jacka Kuronia. Był tłum ludzi, w sumie bardzo pogodnych. Może byli zadowoleni, że ich jest tyle? Artykuł w Życiu Warszawy o Jacku Kuroniu i reakcja LPR na czele z Giertychem były tak niesprawiedliwe, że sprowadziły te tłumy na Powązki. Stocznia jst zakurzonym kombatanckim wspomnieniem. Kuroń okazał się żywy.

poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Rów, w którym płynie mętna woda...

A z Herbertem mam problem. Czytam właśnie opublikowane przez „Zeszyty Historyczne” notatki esbeków z rozmów ze Zbigniewem Herbertem. Przygnębiające, zwłaszcza, że z esebekiem rozmawiał autor (późniejszy) „Potęgi smaku”.

Rozmawiał. TW NIE był.

W PRL opozycja, do której Z.H. niewątpliwie należal róźnie się zachowywała wobec SB. Część intelektualistów rozmawiała z SB, zwłaszcza wzywana na przesłuchania. Mieli koncepcję, że to oni wyprowadzą SB w pole. I rozmawiali niby o niczym.

Byli też tacy ludzie, którzy odmawiali pryncypialnie jakiejkowiek konwersacji. Gryźli, bili, szczypali. Nie mówili niczego poza podawaniem własnego nazwiska i adresu. A te dane podawali, bo taki był sznyt: bierze się odpowiedzialność za opór władzy. Do takich ludzi, którzy z SB ani słowa,  należał prez całe swoje dorosłe życie w PRL Adam Michnik.

[ Bardzo wnikliwym oświadczam: nie podam linku do str. na której można znaleźć dane potwierdzające te moje informacje. Tak, tak na pewno to sobie wymyśliłam]

Kontynuując: Michnik jak przychodziła do niego SB, żeby go pobrać na dołek, stawiał taki opór, że go  wynosili do radiowozu. [nie posiadam zdjęć ani dokumentacji fonograficznej]. W latach 80, gdy siedział w kryminale, odmówił wyjścia z celi na rozmowy z Kiszczakiem, mimo że organizatorem i gwarantem tych rozmów był kościół. A.M. uważal, że w więzieniu się tym bardziej nie rozmawia.

Potem nadeszły nowe czasy. Herbert, zaprzyjaźniony wcześniej z A.M. przestał z nim rozmawiać. W wywiadach, zwłaszcza w „Tygodniku Solidarność” miał za złe A.M. że ten gada z Kiszczakiem i Jaruzelskim. Obrzucał A.M za to inwektywą.

Na tym polega mój problem z Herbertem. Pisał jak Sienkiewicz - ku pokrzepieniu serc. Jego wiersze w PRL były jak plakaty. Ale rozmawiał z SB. Pisał: rów, którym płynie mętna woda nazywam Wisłą. Na taką miłość nas skazali taką przebodli nas ojczyzną.

[ To wiersz Herberta, też bez linku]

I w tym kontekście sposób potraktowania A.M. przez Z.H. zupełnie mi nie pasuje.

czwartek, 17 sierpnia 2006
Moi przyjaciele: Zyga i Hassanek

Dzień dobry Państwu.

Mam się wyspowiadać z moich związków z Polsatem. Takie żądanie pojawiło się na moim blogu. Więc wyjaśniam:

Dziś, pierwszego dnia po moim powrocie z wakacji, odebrałam telefon od Zygi Solorza. Ewka, powiada, daję ci u siebie godzinny show w prime time. I niech drży TVN z ich „Tańcem z gwiazdami”. Pognębisz ich kobieto - powiada. No to lecim na Szczecin - odparłam błyskotliwie.

To nie koniec ważnych telefonów, które ostatnio odebrałam. Dzwonił Olmert, premier Izraela. Na dwa dni przed rozejmem z Libanem. Pytał co ja na to. - Kochany powiedziałam nie rób mi więcej tego. Nim zaatakujesz irańskie instalacje, uprzedź. Zaciągnę się na korespondenta wojennego.

Nie żebym była taka jednostronna. Absolutnie nie. Doradzam także szejkowi Hassanowi Nasrallahowi, przebywającemu obecnie w Syrii. Pytał czy znam jakiegoś Polaka, takiego prawdziwego. Oczywiście z określonym stosunkiem do Żydów, podejrzliwego, no takiego specjalnego. Opisał dokładnie o jakiego typu czlowieka mu chodzi. Mniejsza o szczegóły. Rozejm rozejmem, ale wojna trwa.

Posłałam Hassanowi namiary na taką jedną osobistość, z południa Polski. No i z całego serca życzyłam mu pokoju. Po urlopie bowiem łagodnieję.

piątek, 28 lipca 2006
Nieziemska siła przyciągania

Jarosław Kaczyński lepi swój blok narodowo-ludowy. Chce, by na prawo od PiS-u nic mu się nowego nie ulęgło. Żadna partia, nawet kanapowa. Dlatego pobiera w orbitę obecnej władzy wszystkich polityków, którzy by mogli stworzyć jakieś prawicowe ugrupowanie. Dlatego wiceministrem został Antoni Macierewicz, dlatego doradcą prezydenta jest Jan Olszewski.

To nie chodzi o to, że Macierewicz czy Olszewski by mogli zagrozić PiSowi. Doświadczenie uczy, że stworzone przez nich partie nie mają więcej niż pięć proc z niewielkim hakiem. A ostatnio - mniej. Chodzi jednak o to, że jeśli na prawo coś powstanie, może stwarzać pokusę dla ewentualnych rozłamowców z PiSu.

Na razie PiS ciągle się trzyma w sondażach. A politycy PiS są w sposób niespotykany wierni Kaczyńskiemu. Tak się na prawicy nie zdarza. Ale gdyby się obsunął PiS w sondażach - a to już nie wiadomo. Dlatego dla prezesa PiS lepiej jest jak na prawicy zostanie tylko PiS.

LPR jest już nadgryzione i wielkim magnesem nie będzie.

Jeden z posłów PiS powiada, że to ryzykowna gra Kaczyńskiego, czyli gra na przyciąganie do PiSu wiecznych rozłamowców i tak skrajnych polityków jak Olszewski i Macierewicz. Ale racjonalna i jak widać skuteczna - mówi ów poseł.

No i poza tym Kaczyński zapewnia sobie patronat Radia Maryja. Ojciec Rydzyk lubi trzymać w szachu polityków. A to poprze tego, a to przerzuci się na owego. Jak partia Kaczyńskiego zaaokupuje całą prawą stronę, to ojciec Rydzyk będzie skazany na PiS. Jeśli PiS przepchnie swoją wersję ordynacji samorządowej, to zyska sporo mandatów. Straci na tych zmianach cała reszta od PO po LPR i Samoobronę. A potem nic tylko dzielić w samorządach pieniądze unijne i patrzeć jak poparcie samo rośnie.

PS. Jadę na urlop.

sobota, 22 lipca 2006
Elity betonują i młócą

„Dlaczego te środowiska z tak olbrzymią siłą ciągnęły do UE? Bo mechanizm Unii pozwala na zabetonowanie ich wpływów”.

Jasne, te miliony, kt w referendum głosowały za UE, to byli producenci betonu. I to mówi człowiek zwiazany z PiS-em, partią, która dzięki pieniądzom unijnym chce budować autostrady. A na nich wjechać w kolejne kadencje!

A ponadto prezydent Lech Kaczyński mówi w dzisiejszym „Dzienniku”: „jestem przedmiotem bardzo różnych ataków związanych z interesami włascicieli mediów, a także z wpływami służb specjalnych”

I: polskie elity „często nie biorą pod uwag naszego interesu narodowego”. Prezydent uważa sie w tym wywiadzie za istotę atakowaną przez wszystkich po kolei. Od Jadwigi Staniszkis (bardzo przychylnej braciom moim zdaniem) po „Gazetę”, dziennikarzy „Dziennika”, którzy robią z nim wywiad. Nawet złe notowania braci w sondażach to sprawka mediów. Odwołanie szczytu w Weimarze? To sprawka Merkel i Chiraca, bo prezydent L.K. był chory a oni nie chcieli spotkać się w Weimarze z Marcinkiewiczem.

Prezydent L.K. nie rozumie, że w polityce wszyscy mają pod górkę. Premier Mazowiecki już 17 lat tłumaczy, że gruba kreska to nie było zapomnienie grzechów PRLowskich władz. Że miała oznaczać odgraniczenie odpowiedzialności. Za to co przed grubą kreską odpowiadają Oni a za to co po - on, Mazowiecki.

I nadal Mazowiecki to tłumaczy, i nadal jest za kreskę atakowany. Choć media zdaniem Kaczyńskich były mu przychylne.

Rozumiem LK. On nie przewidywał, że Pałac do młockarnia. Ale ma jeszcze ponad cztery lata do końca.

Nie chcialabym być politykiem. Wystarczy mi ten blog. Moja potrzeba zdobywania kopniaków jest wystarczająco zaspokojona.

środa, 19 lipca 2006
Artylerzysta schodzi z posterunku

Gdzieś Bogu dzięki wyparował rewolucyjny zapał. W ekspose nie padły ani razu słowa IV RP. Ni słowa o łże elitach, lumpenliberałach. Ani słowa o wredności Platformy i Tuska. Nic o wredności mediów. Nic o szalejącym układzie. Żadnych inwektyw. Czy jesteśmy w Polsce AD 2006?

O dziwo, tak. Premier Jarosław Kaczyński, jeden z czołowych artylerzystów RP zauważył, że w Polsce za dużo jest konfliktów politycznych i obiecał przerwanie „ostrzału artyleryjskiego”. Premier Kaczyński, jeden z czołowych krytyków III RP, jej wszystkich premierów oświadczył , że rzeczą premiera nie jest prowadzić „spór o przeszłość”, że spory mamy zostawić historykom. Już się wydawało, że usłyszemy słowa premiera Tadeusza Mazowieckiego z 1989 r. „przeszłość odkreślamy grubą linią”. A to tylko echo grało.

Polska polityka zagraniczna wraca w czasy sprzed tagesezeitung. Choć sprawy zagraniczne nowy premier potraktował dość krótko, znalazło się miejsce na pozytywną wzmiankę o Trójkącie Weimarskim. Kilkakrotnie premier wspomniał o UE. „Chcemy być w UE” - zadeklarował. I dobrze, bo PiS jest postrzegany w Europie jako partia eurosceptyków.

Polska zauważyła Ukrainę, o której ostatnio zapomniała. Premier obiecał, że będziemy popierać wejście Ukrainy do UE. W całym przemówieniu udało się nie kopnąć żadnych polskich sąsiadów. W stosunkach z Rosją premier położył szczególny nacisk na to co łączy. Owszem, nie było w tym przemówieniu całych kontynentów i wielu ważnych krajów. Ale mimo to powoli powracamy z podróży po peryferiach UE, w jaką niestety ostatnio zabrała nas władza.

W gospodarce premier powtórzył - i dobrze - że deficyt nie przekroczy 30 mld zł. To ważne oświadczenie, zwłaszcza gdy w koalicji rządowej bierze udział Samoobrona, raczej luzak budżetowy. Można było wywnioskować, że do sfery euro szybko nie wejdziemy. Można się spodziewać, że prywatyzować to ten rząd nie będzie.

Ekspose premierów to swego rodzaju rytuał. Przegląd wszystkich spraw państwa i obietnice naprawy każdej sikawki strażackiej. To ekspose z tego rytuału nie wypadło. Ważne jest jednak, czy premier zrobi to, co obiecuje, odbiurokratyzuje, zwalczy korupcję, przeprowadzi reformę finansów publicznych, da więcej pieniędzy na badania naukowe, wykorzysta pieniądze unijne, zdywersyfikuje źródła gazu? Czy też obudzi się w nim dusza artylerzysty?

środa, 12 lipca 2006
Bogobojnemu łatwiej

Kiedy „ŻycieWarszawy” a potem „Dziennik” napisały, że ks. Czajkowski był tw, Jan Turnau w „Gazecie” bronił go. Napisał na pierwszej stronie „wierzę mojemu spowiednikowi”.

Uważam, że dobrze zrobił, choć okazało się, że ks. Czajkowski współpracował.

Skoro komuś wierzył, to go bronił. Świat, w którym odwracać się trzeba od przyjaciół, bo zostali oskarżeni, wydaje mi się nie do zaakceptowania.

Dopóki nie udowdniono winy, jest niewinny.

Pytanie jak się zachować teraz, kiedy okazało się, że ksiądz donosił? Tego nie wiem.

Turnau będzie wiedział, bo jest bardzo bogobojny.

Ja mam z Maleszką kłopot, więc Maleszki unikam.

poniedziałek, 10 lipca 2006
Myślę o Jahwe

Od Zbigniewa.Stonogi dowiedziałam się (dziękuję) o takim wpisie galby pod moją notką „Ekscentryczny kraj”:

„Ewuniu, jak zwykle ociekasz śluzem chamstwa, kłamstwa i potwarzy.

a. skąd wiesz, że choroba LK ma związek z tekstem w tym szmatławcu?

b. twoje dywagacje na temat prezydenckiej choroby są równie chamskie jak ów tekst

c. nie pamiętam bymś kiedykolwiek napisała jedno słowo na temat jaśnie nam wówczas panującego pijaka Aleksandra

d. "Życie polityka, aktora, czy innych osób, którymi się interesują dziennikarze jest okropne. Nie zazdroszczę zainteresowania mediów Ale to jak pylica dla górnika. Choroba zawodowa."

Dlaczego ty i twoi kumple dostajecie białej gorączki gdy ktoś interesuje się waszym życiem? Co u Helenki Łuczywko? Była ostatnio na grobie tatusia-zbrodniarza z UB? A Adam M. bywa w synagodze? Spotyka tam Wandzię R., Helenkę i ciebie samą? Seweryn Blumsztajn dalej nie lubi wieprzowiny? No sprzedaj nam parę plot z życia elit...”

KONIEC CYTATU

Wcześniej wpisu galby nie czytałam, bo z zasady nie czytam tego Rasowego Tropiciela. Ale z opóźnieniem odpowiadam, ja Rachela Milsztajn nie chodzę do synagogi. Mam mezuzę w domu. Modlę się codziennie, myśląc o Jerozolimie, Jahwe i prorokach. Czasem zapalam menorę.

A teraz inny temat.

Zaimponował mi Roman Giertych. Pojechał do Jedwabnego. Wyborców mu to raczej nie przysporzy. Mieszkańcy Jedwabnego nie obchodzą rocznicy tamtejszego mordu. Giertycha pewnie opokażą wszystkie telewizje, więc z punktu widzenia jego interesów politycznych ten wyjazd nie jest ok.

Tym bardziej mi się to podoba.

Nie rozumiem ambasadora Izraela. Wątpi czy to szczere ze str Giertycha. Ważne, że pojechał. Szczerości innego człowieka nigdy się nie zmierzy, liczy się więc to co widać.

sobota, 08 lipca 2006
Do satyryków na świecie: nie piszcie o Kaczyńskich

Tageszeitung, Tageszeitung, Tageszeitung to przyczyna usunięcia teraz premiera Marcinkiewicza. Nazywali braci kartoflami? Szydzili z nich i ich rodziny? To teraz będą mieli obu braci. I niech podskoczą!

Taki uważam jest tok rozumowania a raczej reagowania braci. I dlatego premier KM, i tak przeznaczony do odstawki, musiał odejść teraz, natychmiast, gdy tageszeitung jest jeszze na tapecie.

Premier był przeznaczony do odstawki bo zatracił umiejętność odnajdywania swego miejsca w szeregu. To partia-matka oświeca człowieka i powoduje, że jest on politykiem. A  Marcinkiewicz uznał, że to on oświeca partię. I zaczął sam decydować. A to usunął Gilowską, a to niedostatecznie gorliwie i przekonująca wystąoił w sprawie niemieckiej satyry, a to nie skonsultował nominacji na ministra finansów. Nie mówiąc już o nielegalnym widzeniu z Tuskiem.

Musiał człowiek odejść.

Ale że tak natychmiast - to już zadziałał tageszeitung.

Rozumiem w jednym prezesa PiS. W tym, że on się tak trzęsie nad spoistością PiS. Prawica była u nas raczej humorystyczna. Te ustawiczne podziały i połączenia partyjeczek widzocznych pod lupą. Żadnego umiaru, mało kompromisów, dużo prezesów tych partyjek. Kaczyńskiemu się udało. Stworzył partię - jak na razie spoistą. Reaguje więc na wszelkie od tego odstępstwa.

Ok. ale partie nie są najważniejsze. Jak można było odwołać weekendową wizytę premiera w Chorwacji, tylko z powodu niedzielnej Rady Politycznej PiS? Weimar, Chorwacja.Mam nadzieję, że żaden satryryk nic już o braciach nie napisze. Módlmy się o to, bo satyra nam szkodzi.

PS.  Czytam i czytam wciąż na nowo ten tekst z tageszeitung, żeby pojąć co w nim śmiesznego. Jest beznadziejny

środa, 05 lipca 2006
Prestiżu każdemu po równo

„Kaczyńskich i ich partię wolno obrażać do woli i w dowolny sposób, a my mamy milczeć. Na to zgody nie ma. I nie ukrywam, jednym z naszych celów jest to, żeby - mówiąc językiem uczonym - dystrybucja prestiżu i godności była w Polsce równa. Chcemy tu przywrócić elementarny porządek” - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie-rzece przeprowadzonym przez Michała Karnowskiego i Piotra Zarembę.

Problem owej dystybucji prestiżu musi bardzo dolegać braciom, bo często o tym mówią. Wiedzą to posłowie PiS-u i wykorzystują moszcząc się w partii. Kiedyś jeden z nich powiedział „Gazecie”, że Jaroslawa obsypał w prasie komplementami. Chciał je przy autoryzacji przerzedzić, żeby nie wyjść na pochlebcę. Ale pozostawił wszystko, bo czuł, że tak dla niego będzie lepiej. Inny polityk żałował niedawno odejścia Zyty Gilowskiej. - Miała bardzo dobre relacje z prezesem, a to w PiSie połowa sukcesu - opowiadał kąśliwie „Gazecie”.

Niestety mało kto wie, że w Polsce dystrybucja godności i prestiżu jest tak niesprawiedliwa. Taki np. Leszek Balcerowicz jest ciągnięty przed Trybunał Stanu przez różne partie. Związkowcy demonstrowali przeciw niemu, nazywając go Mengele polskiej gospodarki. Dr Joseph Mengele - dla przypomnienia - trudnił się eksperymentami medycznymi w Auschwitz. Jarosław Kaczyński ma dla Balcerowicza znacznie więcej ciepła. Porównuje go do Hilarego Minca, ekonomisty rządowego w czasach stalinowskich.

W Polsce całe zastępy polityków były szlachtowani przez swoich konkurentów i przez media. Tadeusz Mazowiecki obrywał za grubą kreskę i za konstytucję. Padały oskarżenia o zdradę i Targowicę. Cała kampania polskiej prawicy wokół refrendum konstytucyjnego w 1997 r. obracała się wokół właśnie Targowicy. A jak wiadomo Targowica w Polsce prestiżu nie dodaje. Janusz Lewandowski, b. minister prywatyzacji. Ciągany przed sądy, opluwany. Donald Tusk, po którego dziadku przejechał się Jacek Kurski, polityk PiS, wspierany teraz przez Jarosława Kaczyńskiego. Wszyscy byli kopani, ale nie zrywali z tego powodu szczytów państwowych.

Bracia Kaczyńcy na pewno na tę wyliczankę osób publicznie przez lata krytykowanych odpowiedzieli by zapewne: ale ich wszystkich choć dziennikarze brali w obronę. Owszem brali. Tak jak i Jarosława Kaczyńskiego, gdy „Nie” posłużyło się sfałszowaną lojalką, czy obu braci kiedy TVP oskarżała ich o machinacje z pieniędzmi FOZZ.

W obronie prestiżu braci wykpiwanych w niewybredny sposób przez tageszeitung stanął aż polski aparat państwowy. Rzecznik MSZ Andrzej Sadoś poinformował we wtorek, że jego szefowa Anna Fotyga odwołała planowaną dawniej debatę w Sejmie o stosunkach polsko-niemieckich. Okazało się, że zamiast do Sejmu Fotyga jedzie do Michniowa na uroczystości rocznicowe pacyfikacji wsi przez Niemców.

Rzecznik MSZ nie zwala przełożenia debaty sejmowej na jakieś okoliczności techniczne, konieczność dogłębnego wgryzienia się w sprawę. Nie, powiada, że jego szefowa ma ważniejsze zajęcia. Traf chce, że to akurat rocznica zbrodni niemieckiej. Premier nie pozostaje w tyle. W „Sygnałach Dnia” mówi o meczu Niemcy-Włochy: „Hm, boję się, że wygrają Niemcy”. Tak to polska dyplomacja działa na rzecz dystrybucji godności i prestiżu, ale nie Polski.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6