Tutaj truje michnikowszczyzna i KPP. Polecam - Ewa Milewicz
Kategorie: Wszystkie | o polityce | czytelnia
RSS
środa, 18 października 2006
Przypadek to wymówka

Narciarz2 (wpis pod tekstem „Piękny umysł”) pyta mnie, czy mi się marzy koalicja PO i PiS? W zasadzie tak. Dlatego tylko „w zasadzie”, że słowo „marzy” kojarzy mi się wyłącznie ze sferą prywatną. Marzenia i politycy - to razem się mi nie komponuje.

Poza tym zastrzeżeniem: tak, nadal uważam, że z tego, co jest na rynku, to by była najlepsza koalicja. PO snułaby liberalny wątek w gospodarce, PiS zmiękczałby to jakimś socjalnym gestem. I dawałby słowem wsparcie takim osobom, które są skłonne winić świat za swoje niepowodzenia.

Sama Platforma jest zbyt techniczna. Jest to właściwie organizacja, która mogłaby się nazywać „Wolny rynek”, albo „Prywatne=lepsze”. Z kolei PiS u władzy interesuje się głównie dowodzeniem, że przypadek w historii nie istnieje. Że przypadek to wymówka tych, którzy mają coś na sumieniu.

Inna rzecz, że z każdym dniem, z każdą inwektywą PiS-PO trudno mi sobie taką koalicję wyobrazić. Ale wczoraj rozmawiałam w Sejmie z posłami PO. I wiem, że oni tego w przyszłej kadencji nie wykluczają.

wtorek, 17 października 2006
Piękny umysł

Zaskoczyło mnie. Jeszcze wczoraj sądziłam, że będą albo wybory, albo turlający się rząd mniejszościowy. Aktywny w ujawnianiu kolejnych tajemnic historii III RP. Jarosław Kaczyński powiedział w samolocie z Węgier, czyli kraju podsłuchów, w tym podobnego do Polski, że nie znosi „ultymatywnego” stawiania spraw. To była jego reakcja na jedno ciało, które stworzył Roman Giertych z Andrzejem Lepperem. Premier uznał, to za próbę wymuszenia na nim powrotu A.L do rządu.

A dziś co mamy? Nie tylko to jedno ciało sprawiło, że Lepper, zwany przez premiera warchołem, wrócił, i to na lepszych pozycjach. Powrót Samoobrony wymusiło w pewnym sensie inne ciało. Czyli Renata Beger, nagrywając rozmowy z politykami PiS. Ona bowiem jest sprawczynią ostrego zjazdu notowań PiS. To ona sprawiła, że dla PiS wybory teraz mogłyby się źle zakończyć.

Sądziłam, że tego właśnie premier nie zniesie. Że jego projektanta IV RP wykiwali jak to określił w Stoczni „ludzie o marnej reputacji”.

Ok. Przyjmuję do wiadomości.

Piękny umysł to wymyślił.

Ale dlaczego PiS i J.K. nie są w stanie unieść się na takie wyżyny ciepła i wyrozumiałości w stosunku do PO? A.L. i Samoobrona mają lepszą reputację niż Tusk i Rokita?

sobota, 07 października 2006
Warszawa, a tak mało przyszło

LPR strasznie jechał na Leszka Balcerowicza. Nie ma człowieka w iii RP tak atakowanego jak on. Jak słyszę, że WSI są winne rozlamów na prawicy, atakowania polityków prawicy, jak słyszę, ż ci politycy byli szlachtowani przez media, nazywani oszołamami, to samo mi się mówi: popatrzcie państwo politycy na Balcerowicza. Na tę manifestację z polską flagą pod NBP. Przypomnijcie sobie hasła z początków III RP: „Balcerowicz - Mengle polskiej gospodarki. Teraz Giertychowi jest potrzebna głowa L.B jako łup wojenny

Nie spoczniemy, nim pluniemy - oczywiście na L.B. to jest hasło polityków od LPR, przez Samoobronę, po PiS.

Równocześnie Jarosław Kaczyński powiada (już drugi raz w ciągu ostatnich 10 dni), że błędów nie robi, kto nic nie robi. Bogu dzięki i za to. Bo to znaczy, że  jednak J.K widzi jakieś swoje błędy. Ale czy L.B.nie mial do nich prawa? Gdy jako pierwszy w historii wychodził z gospodarki bezrynkowej do rynkowej?

Ale tak i tak aż mi się nie chce wierzyć: premier pod Pałacem, dziś na manifestacji, nikogo nie rozjechał. Nie dostrzegł ZOMO. Nie powrócił do gdańskiej frazy, że na manifestacji PO będą „otumanieni” ludzie. Mówił o życzliwości, empatii. Namawiał swoich, aby szli do wszystkich „z wyciągniętą ręką”. Choroba to czy zdrowie?

piątek, 06 października 2006
Ożył i zgasł

Dziś ożył Aleksander Kwaśniewski. Poparł centrolewicę, czyli SLD, SdPl i PD, które startują razem w wyborach samorządowych. Kwaśniewski ożył i zgasł. Zapowiedział, że do marca nie będzie się zajmował sprawami krajowymi bo ma „zobowiązania” zagraniczne. I nie chciał komentować wydarzeń krajowych.

Domyślam się, że obiecał prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu ciszę. Że nie będzie komentował spraw tutejszych.

Koalicja SLD-UW to było marzenie od zawsze Kwaśniewskiego-prezydenta. Taki sojusz z Unią Wolności, czyli dzisiejszą PD, zdejmował by z SLD pieczątkę „postkomuna”. Unia Woności jednak uznawała kontakty koalicyjne z SLD za dyskwalifikujące. Politycy UW przez całe lata podkreślali swoje korzenie solidarnościowe i opozycyjne w stosunku do PRL. Stale padała fraza: „my ludzie Sierpnia”. Teraz UW jest już 5 lat poza parlamentem.

To jak widać wiele zmieniło w stosunku tej partii do SLD. Wątpię jednak by zmienili się jej wyborcy. A więc nie wiem, czy SLD cokolwiek przyjdzie z tej koalicji. Czy dostaną więcej głosów? Wątpię.

Uważam, że niestety nie zmieni się układ partii. Nadal nie będzie w Polsce partii lewicowej. Najbardziej lewicowy pozostanie PiS. On w hasłach społeczno-gospodarczych wydaje mi się najbliższy centrolewicy.Ale styl, towarzysze podróży mają zupełnie nie lewicowe.  

SLD z PD społecznie i gospodarczo lewicowe mi się nie wydają. Będzie to więc doraźny twór a centrolewica powstanie w Polsce dopiero wtedy, gdy słowo „lewicowy” przestanie być obelgą i synonimem komucha.

poniedziałek, 02 października 2006
Głos otumanionego

Premier Jarosław Kaczyński, Sejm, 19 lipca: „Polska bezwzględnie potrzebuje moralnego porządku”. „Trzeba budować dumę Polski”. Nie o to dziś chodzi, że ta duma Polski, ten moralny porządek był budowany w pokoju hotelowym posłanki Samoobrony, znanej głównie z kurwików w oczach. I nie o to chodzi, że jest to jak to ujął premier osoba „o marnej reputacji”. Chodzi o to, że PiS, czyli Jarosław Kaczyński szli do wyborów pod hasłami odnowy moralnej, oczyszczenia życia publicznego. Pod hasłami patriotyzmu, z sugestią, że nikt wcześniej w III RP nie był dostatecznie czysty, szlachetny, bezinteresowny, patriotyczny. Prezes PiS budował - jak to się nazywa w języku polityków - „tożsamość” swojej partii, pokazując nędzę innych i moralny niedostatek III RP.

I dlatego wizytując razem z kamerą TVN i ministrami Adamem Lipiński i Wojciechem Mojzesowiczem skromny pokój posłanki Samoobrony wyborcy musieli mieć poczucie, że ideał sięgnął bruku. I że spadł z wysoka.

Przez ostatni tydzień premier usiłował go zreanimować. Robił to, niestety, w sposób dla siebie klasyczny. Strasząc, grożąc, nie dopowiadając gróżb, piętnując przeciwników, obrażając ich, odbierając im dobre imię, przedstawiając siebie w roli bezbronnej ofiary. „Nie mamy wielkich telewizji, nie mamy potężnych instytucji”. - Mamy tylko wiarę - mówił premier w Stoczni Gdańskiej, zapominając wymienić policję, służby specjalne, aparat skarbowy, CBA, prokuraturę, armię, ministerstwa, SDP. Zapominając, że jest premierem demokratycznego kraju. Czyli takiego, w którym władza nie tylko respektuje opozycję, ale nawet słucha co ona ma do powiedzenia.

Premier jednak uznał, że ci, którzy jego samego, rząd i PiS krytykują to obrońcy szarej sieci, Ubekistanu. Opozycja to ludzie, którzy podnoszą „straszliwy wrzask”, gdy PiS próbuje oczyścić mętną wodę.

Ślady ciepła znaleźć można tylko w słowach premiera skierowanych do wyborców opozycji. Premier wytknął im jedynie, że są „otumanieni”, że nie protestują przeciw rządowi z własnej woli, ale dlatego, że ich inni na rząd poszczują. I tylko delikatnie, jednym paluszkiem pogroził: „ Nie cofniemy się” zapowiedział enigmatycznie, jeśli „będzie się zbierało na ulicach otumanionych ludzi”.

Czysty PRL, metody tamtej władzy.

wtorek, 26 września 2006
Był kim był i Bóg z nim

Niech tam sobie świeccy ujawniają nazwiska osób, które na nich donosiły, jeśli mają taką potrzebę. Rozumiem to, choć nie mam nabożeństwa do takiej postawy.

Ale księdza Henryka Jankowskiego, który odczytuje dziennikarzom listę ludzi na niego donoszących - nie rozumiem. Tak jak nie rozumie ich ks. Andrzej Luter. Napisał kilka dni temu w „Gazecie”: „ nie rozumiem kapłanów ujawniających na konferencjach prasowych grzeszników”. 

Jak ja idę do kościoła (lub synagogi - info dla tropicieli) to oczekuje oddechu, wyrozumiałości, pokazania drogi. Nie oczekuję natomiast, że ktoś mi powie kim był „Delegat” albo „Recenzent”. Był kim był i Bóg (Jahwe) z nim. Ksiądz (rabin) jest też opoza świątynią duchownym. I wolałabym, żeby nie piętnował przed kamerami. Ani w Torze, ani w całym Piśmie Świętym o czymś takim nie czytałam.


czwartek, 21 września 2006
Były Lepper

Widać, że od tych polityków człowiek robi się gruboskórny. Kiedyś, za pierwszej koalicji SLD-PSL, gdy ministrem pracy był Leszek Miller, odezwał się on na komisji sejmowej krytycznie o budżecie swego rządu. Powstał rwetes, że minister a budżet krytykuje.

A teraz? Sam wicepremier rząd pałuje od półtora miesiąca i dopiero dziś się wielkie aj waj zrobiło. PiS ma rację, że się z Lepperem żegna. Nie może wicepremier publicznie podważać budżetu w każdym jego skrawku.

Lepper choć wicepremier wystąpił dziś jako lider opozycji. I to takiej, która chce wszystkiego dobrego i kosztownego zaraz i dla wszystkich. Bo inaczej przegra wybory samorządowe.

Narazie wygląda, że przegra potyczkę z PIS. Klub mu się łuszczy. Będzie niedługo generałem bez wojska. Dziś wybory wydają mi się bardziej prawdopodobne niż wczoraj, bo PiS opędza się przed rządem mniejszościowym.

Tylko co po wyborach? Koalicja PiS-PO? Jak sobie nawrzucają w kampanii?

środa, 20 września 2006
Po co PiSowi koalicja? Po nic

Zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim - tak rządzić się nie da. Tyle tylko że inaczej rządzić w tej koalicji też się nie da. Na przemian to jeden wicepremier (Lepper), to drugi (Giertych) robi się dla rządu stukilowym kamieniem.

Początkowo Lepper był lepszy. Kaczyński przyznał nawet, że jak tak dalej pójdzie, to stanie się on mężem stanu. Giertych robił za nieodpowiedzialnego i narowistego. Choćby wtedy, gdy zapowiedział amnestię maturalną.

Gdzieś w połowie wakacji parlamentarnych, czyli w połwoie sierpnia zbiesił się Lepper. Zaczął żadać pieniędzy na różne cele społeczne i to dość kategorycznie. Na dopłaty do ubezpieczeń rolniczych. Na ekstra zasiłki dla bezrobotnych itd. I tak się przeplatało: premier powtarzał wszędzie, że nie ustąpi z kotwicy budżetowej a Lepepr powtarzął wszędzie, że wybory tuż, tuż.

Ale Lepper faktycznie się zmienił. To nie była gra wyłącznie na żądania wobec budżetu i obietnice socjalne dla wyborców. Lepper uzupełniał to grą w męża stanu. A to mówił, że komisja śledcza powinna poczekać z wzywaniem Balcerowicza na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a to zganił Macierewicza za słowa o ministrach spraw zagranicznych ( że byli agentami).

Lepper broniący Balcerowicza przeciw komisji śledczej? To nietypowe. Lepper broniący ministrów spraw zagranicznych przed wyzwiskami? To nietypowe.

Widać więc, że szef Samoobrony się miota. Nie chce znów grać roli populisty. Ale grozi mu, że bez tego straci wyborców. Nie ma się na kim oprzeć, bo jego klub to przypadkowa zbieranina osób. Samoobrona jest dla nich windą do polityki, ale nie są do niej szczególnie przywiązani. Mogą być wszędzie.

Prawdopodobny wydaje się wariant przećwiczony w poprzedniej kadencji. Z Samoobrony zaczną odchodzić posłowie. Tylko intensywniej niż poprzednio, bo PiS będzie dla niech silnym magnesem. A PiS może śmiało zdecydować się na własny rząd mniejszościowy. I rządzić do końca kadencji.

czwartek, 14 września 2006
Wicepremierzy. Tytani opozycji

Opozycja dość hałasuje. Nie ma dnia, aby opozycyjni politycy, Roman Giertych i Andrzej Lepper nie przyłożyli rządowi. I to nie tak ogólnie, za całokształt, za sam fakt istnienia. Nie, on obaj lecą po konkretach, a są dobrze zorientowani w szczegółach polityki rządu.

Z umowy koalicyjnej, na którą w tej chwili patrzę, wprawdzie wynika, że ci dwaj dżentelemeni nie są w opozycji. Ale też w pierwszym akapicie jest napisane, że celem koalicji jest „zgodna prezentacja działań rządu na forum publicznym”. Zgodni to oni są, faktycznie, ale w krytyce budżetu.

Premier może zastsować wobec nich manewr Millera z zeszłej kadencji. Kiedy PSL zaczął podskakiwać w koalicji, Miller wypowiedział im koalicję. To była nowość. Do tej pory w polskich koalicjach ten słabszy się biesił, szantażował, odchodził.

Premierowi koalicja coraz mniej jest potrzebna. Co mieli uchwalić, to uchwalili. Jeszcze przepchną lustrację i może pozostać rząd mniejszościowy.

Obalić go praktycznie nie można, bo musiałoby aż 231 posłów dogadać się co do wspólnego kandydata na premiera. I go przegłosować. Dla PiS-u strata będzie jedna - bardziej krwawy Sejm, bo większa i silniejsza opozycja. Ale i wśrod takiej opozycji znajdą się chętni do popierania rządowych projektów. Może pod wpływem Leppera i Giertycha PO nabierze poglądów i wyrazu?

Więc w wybory na wiosnę nie wierzę.

Moje przepowiednie się jednak nie sprawdzają.

wtorek, 12 września 2006
Miło jest upolować Balcerowicza

Lepiej by było gdyby na Fundację Case wpłacały pieniądze na przykład szpitale, przedszkola, wspólnoty mieszkaniowe albo prywatne firmy wodno kanalizacyjne. Tyle że na Fundację specjalizującą się w analizach ekonomicznych wpłacają ci, którzy mają korzyść z owych analiz. Czyli m.in. banki, rządy itd

Owszem, nie jest to całkiem ok., że mąż prezes Case Ewy Balcerowicz jest od 2001 szefem NBP a niektóre projekty badawcze są finansowane przez banki.

Ale: * Case twierdzi, że umowy z bankami były podpisywane przed 1999, kiedy L.B był osobą prywatną; * banki wspierały Case drobnymi kwotami. Trudno bowiem uznać że dla PEKAO 40 tys. to jest jakaś kwota; * opinie i ekspertyzy Case są przydatne w pracy banków.

Komisja śledcza nie została powołana po to, aby zbadać działanie Case. To, że na samym wstępie rzuciła sie na tę fundację jest spowodowane chęcią spoliczkowania Balcerowicza. Taka forma nagonki.

Przecież Ewę Balcerowicz wezwali przed komisję nie dlatego, że jej i LB postępowanie jest naganne moralnie, ale dlatego by uderzyć w symbol III RP. Jarosław Kaczynski krytykował od zawsze przemiany gospodarczo-społeczne po 1989. LPR i Samoobrona także. Teraz Artur Zawisza, Szymon Pawłowski i inni posłowie komisji śledczej przerabiają myśl J. Kaczyńskiego na popularny serial. Z leitmotivem: oni się na waszej biedzie utuczyli.

To niesprawiedliwe.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6