Tutaj truje michnikowszczyzna i KPP. Polecam - Ewa Milewicz
Kategorie: Wszystkie | o polityce | czytelnia
RSS
piątek, 15 grudnia 2006
Generał? Nie będę się degradować

Degradacja gen. Jaruzelskiego. Jam z michnikowszczyzny, mojej ojczyzny przecież. Więc wiadomo co w tej sprawie powiem.

Czyli: trzeba go było okładać jak był u władzy. To by było po pierwsze honorowe - kopać się z tym, co miał kajdanki, więzienia itd., po drugie - kopanie się z Jaruzelskim przed 1989 r. byłoby pożyteczne - bo przyspieszyło by zmierzch generała.

Teraz mi się nie chce okładać generała, starszego Pana.

Nie umiem mu jednak wybaczyć. Zepsuł życie tak wielu ludziom. Lata 80 to była okropna młockarnia. Ciężko i beznadziejnie. I tych 9 zabitych górników. Wybaczyć więc generałowi nie umiem i nie planuję się nauczyć.

Kiedyś Adam Michnik (poza sformułowaniem że generał Kiszczak jest człowiekiem honoru postawa AM wobec dawniejszych jego katów mi imponuje), więc kiedyś AM pisał o Pinochecie. I napisał, że dyktatorzy muszę mieć gwarancje bezpieczeństwa po oddaniu władzy. Inaczej nie będą jej chcieli oddawać.

Coś w tym jest. Jeśli by tu, w Polsce miałby wrocić jakiś dyktator, to wolałabym, żeby wiedział: jak odda dobrowolnie władzę, to zapłaci najwyżej ostracyzmem. Że będą go chłostać - ale tylko słownie. Taka postawa wobec dyktatorów to jest moja polisa ubezpieczeniowa.

A degradowanie generała bym uznała za degradowanie siebie.

niedziela, 26 listopada 2006
Jeśli HGW wygrała...

Ciekawi mnie, czy wyniki sondażowe wyborów się utrzymają w realu. Dwa tygodnie temu przecież PO miała mieć większość w Warszawie w radzie miasta. A w rzeczywistości - większości nie ma.

Co sie stanie z Marcinkiewiczem? Wydaje mi się, że jemu fakt, że był z PiS raczej szkodził. Ciągnął w dół. I że ludzie w Warszawie głosowali na HGW z niechęci do PiS.

Nie zdziwiłabym się gdyby został wysłany na jedną z wakujących zagranicznych placówek. To dla PiS byłaby gwarancja, że Marcinkiewicz nie zacznie skupiać niezadowolonych polityków PiS.

Jeśli Hanna Gronkiewicz-Waltz rzeczywiście wygrała, to powinna robić dwie rzeczy sprzeczne - budować w radzie większość z LiD i starać się nawiązać przyjazną współpracę z PiS. Na LiD jest skazana jeśli nie chce być cyniczna. Bo przecież poparł ją b. prezydent Aleksander Kwaśniewski. Na współpracę z premierem też jest skazana - jeśli Warszawa ma dostawać pieniądze z UE i z budżetu.

To będzie dość trudna figura. I premier i Marcinkiewicz sugerowali wcześniej, że samorządy pisowskie będą miały łatwiej z pieniędzmi. Może da sobie radę? Skoro w NBP sobie radę dawała.

 

środa, 22 listopada 2006
Moje życie, moja sprawa

Dwa wpisy temu Bernard napisał na moim blogu:

„Pani Ewo, czy wystąpiła Pani o status pokrzywdzonej do IPN?

Jestem zwolennikiem lustracji osób publicznych, a dziennikarzy i publicystów w szczególności. Uważam, że do tej chwili jedynym praktycznym sposobem jest zwrócenie się do IPNu o status pokrzywdzonego (bez względu na wynik takiej kwerendy - bo np. może być wszystko zniszczone, lub może po prostu nie być żadnych dokumentów). Liczy się sam fakt zwrócenia się o taki status, jako akt "autolustracji". Dodam, że nie interesuje mnie zawartość niczyich teczek. Uważam, że dziennikarze powinni dać dobry przykład w tej sprawie.

pozdrawiam
Bernard”

Odpowiadam więc:

Panie Bernardzie: moje akta (lub ich brak) w IPN, moje dzieci, śluby, rozwody, śmierci i urodziny to moje imprezy i okoliczności.

Jak chcę, to o tym mówię. A raczej nie chcę.

Czy jest jakiś powód, aby ktokolwiek egzaminował człowieka z jego życia? Czy ja Pana proszę, aby mi Pan przedstawił zaświadczenie z policji że Pan nie bije żony?

Nie zamierzam podporządkować się ustawie lustracyjnej i nie powiadomię mego pracodawcy, czy wystąpiłam do IPN czy nie.

Pracodawca i wszyscy zainteresowani tą kwestią mają trzy możliwości: a) uznają, że jestem agentem; b) przyjmą że nie jestem; c) sprawdzą sami w IPN, bo niestety da się to zrobić.

Ps. Podziękowania dla Łukasza Medekszy z pardon.pl, który zwrócił uwagę na ten problem.

sobota, 11 listopada 2006
Tęsknota za półwyspem

Z szacunku dla ciszy wyborczej: ani słowa o partiach. W telewizjach chodzi zastanawiająca mnie reklamówka banku Nordea. Zaczyna się od słów: my w Skandynawii. I dalej jest, że jeździmy Vo ( w domyśle szwedzkie Volvo), meble kupujemy w I ( w domyśle - szwedzka Ikea), telefonów używamy No (w domyśle - fińska Nokia).

Sama Nordea składa się banków skandynawskich: duńskiego, szwedzkiego, fińskiego i norweskiego. Reklamuje  siebie, ale przy okazji firmy regionu - różnej nardowowości.

Szwedzka Skanska, kiedy buduje w Polsce, używa okien i mebli fińskich. U nich sąsiedztwo to powód do solidarnego zdobywania rynków i ciągnięcia się w górę.

Kraje Europy Srodkowo-Wschodniej wykorzystują to w minimalnym stopniu. Polska, Litwa, Ukraina - gdzie te wspólne interesy? A Czechy, Słowacja, Polska, Węgry? Śladowa grupa Wyszehradzka, Cefta. A poza tym - konkurencja.

Może gdybyśmy tak byli (my, czyli Środkowa Europa) półwyspem?

środa, 08 listopada 2006
Najszybsza metoda publikacji? Powiedz coś w sekrecie polskiemu rządowi.

Ciekawa jestem jak teraz polscy dyplomaci będą rozmawiali ze swoimi zagranicznymi odpowiednikami. Albo: jak Zbigniew Ziobro musiałby znów zagadać z Amerykanami w sprawie Mazura, to Amerykanin powienien zapytać, czy o rozmowie powie telewizja polska następnego dnia?

Ta notatka polskiego wysokiego urzędniqk z kancelarii premiera z rozmowy z zastępcą amerykańskiego ambasadora robi na mnie wrażenie tylko dlatego że wyciekła.

Nad uwagami Amerykanina o tym, że USA by chętnie widziały dymisję Giertycha nie warto się skupiać. Ale to, że takie kwity latają po świecie - to jest coś.

Gdyby tak Amerykanie opublikowali polskie naciski na USA w sprawie a to zniesienia wiz dla Polaków, a to w sprawie kontraktów na uzbrojenie Iraku, o które Polska zabiegała - to też by to zapewne robiło wrażenie.

Co to za państwo, które ujawnia własnych agentów a nawet tylko grozi ich ujawnieniem? Co to za państwo, w których notatki z poufnych rozmów dyplomatycznych, z adnotacjami ministrów może przeczytać każdy? I to nie po 50 latach, ale prawie natychmiast.

Owszem, kampania wyborcza wiele tłumaczy, ale tego mi nie wyjaśnia.

środa, 25 października 2006
Order dla Beger

Premier przyjął dziś dymisję Wojciecha Mojzesowicza. Lepper więc postawił na swoim. Mojzesowicz był w zeszłej kadencji posłem Samoobrony i dla Leppera - towarzyszem walki i męczeństwa z blokad. Odszedł w zeszłym Sejmie, założyl swoje koło, wstąpił do PiS. W tej kadencji został szefem sejmowej komisji rolnictwa. Lepper go chciał zdjąć, bo on nie lubi odszczepieńców. Mojzesowicz więc zrezygnował z szefowania komisji rolnictwa i został ministrem od rolnictwa w Kancelarii Premiera.

Lepperowi to się nie podobało. No ale Mojzesowicza nagrała jego kumpelka Renata Beger. I w ten sposób go ustrzeliła. Mojzesowicz powiedział ostatnio, że odchodzi z polityki. Przejął się, co rzadkie wśrod polityków.

Akurat Mojzesowicz i Adam Lipiński to nie są najgorsze owieczki wśrod polityków. Jest tyle innych osób, które mogły by odejść z korzyścią dla stacji telewizyjnych, z których nie wychodzą.

Beger awansuje u Leppera.

wtorek, 24 października 2006
Mongoł, Polak dwa bratanki

Prezydent mi się spodobał. Przeczytałam w prasie, że niewielu z notabli w Lahti zechciało się pokłócić z prezydentem Putinem o prawa człowieka w Rosji, o wojnę w Czeczenii. Poza tym UE wreszcie zauważyła, że nie będzie miała samych pożytków z gazu rosyjskiego.

Nie byłam w stanie pojąć jak ci przywódcy państw UE ciągle czytają w swojej prasie to co ja w polskiej: że Rosja szantażuje, przepraszam, mówi Białorusi albo Ukrainie, że im kurki przykręci - a oni, ci przywódcy nic. Nie biorą tego do siebie. Że im te kurki Rosja też zakręci.

Prezydent Kaczyński na początku kadencji próbował to państwom UE uświadomić i oczekiwał od nich solidarności. Oni to odrzucili. Teraz wreszcie pojęli, że powinni być solidarni. I zaczęli naciskać na Rosję.

Sądzę, że to zajmuje trochę czasu, aby się umościć w Paąłcu Prezydenckim i móc swobodnie prowadzić politykę zagraniczną. Dzień prezydencki to głównie takie uroczystości, jak przyjmowanie ambasadora Mongolii. Oto fragment z dzisiejszej strony www prezydenta:

„Ambasador Mongolii zauważył, że w 2006 r. mija 750. rocznica pierwszego udokumentowanego spotkania Polaka i Mongoła. Pan Tugalkhuu wyraził radość z faktu, że w tak symbolicznym roku dla stosunków polsko-mongolskich pełnił funkcję ambasadora Mongolii w Rzeczpospolitej Polskiej”

Wojtek Szacki, mój sąsiad z newsroomu Gazety powiada, że 750 lat temu ze spotkania Mongoła z Polakiem nikt mógł nie wyjść żywy. Z tej celebry trudno się otrząsnąć, więc jestem zadowolona, że coś konstruktywnego się dzieje w Pałacu.

poniedziałek, 23 października 2006
Tylko z kanarkiem

Tak na marginesie: to szef ochrony Aleksandra Gudzowatego przekazał prokuraturze taśmy. Podobno - pisze to dzisiejsze "Życie Warszawy” - nagrania rozmów z różnymi osobami. Politykami i biznesmenami. Gudzowaty mówił, że taśmy z Adamem Michnikiem nie znał, że nie wiedział nawet, że jego rozmowy były nagrywane.

Po prostu - dał swoim ochhronairzom carte blanche. Mogą go strzec jakkolwiek.

Czyżby A.G. chciał zakończyć działalność? Ci, którzy coś uzgadniają z AG, powinni się liczyć z tym, że faktyczne decyzje podejmuje jego ochrona.

Nagrać zawsze warto. Potem można się wymienić na nagrania. Sobotnia „Rzeczpospolita” opisuje taką transakcję: dziennikarz „Wprost” nagrał sobie rozmowę z Bisztygą,., SLD owskim notbalem. „Bisztyga brał udział w spotkaniu, w trakcie którego Gudzowatemu zaproponowano, żeby zapłacił 3 mln dolarów łapówki za przychylność premiera Millera” - pisze Rzepa, powołując się na „Dziennik”.

`Potem to nagranie trafiło do prokuratury. Hipoteza „Rz”: dziennikarz Wprost wymienił się z ochroną Gudzowatego na nagrania: Michnik za Bisztygę.

Będę rozmawiała tylko ze swoim kanarkiem. Niestety go nie mam.

sobota, 21 października 2006
O czym innym w obozie wroga

Wolałabym, aby mój naczelny Adam Michnik nie rozmawiał o swoich dziennikarzach w obozie wroga. Każda rozmowa z Aleksandrem Gudzowatym byłaby rozmową w obozie wroga. Tak samo rozmowa z politykiem, zwłaszcza z obozu aktualnie rządzącego.

Wolałabym więc, aby A. M., skoro ma ochotę pogadać z A.G,. to sobie gadał - ale nie o swoich dziennikarzach.

Gazeta Adama Michnika była od lat w stanie wojny z A.G., głównie z powodu tekstów Andrzeja Kublika. A.M. więc postąpił dziwnie: z jednej strony w kółko publikował teksty, które się A.G. nie podobały, które ten 236 razy kwestionował, z drugiej zaś nie stanął wyraźnie i jednoznacznie po stronie Kublika.

Tak samo nie podoba mi się zapowiedź na taśmie, dotycząca Witolda Gadomskiego, że go „opierdoli”. W rzeczywistości A.M. tego nie zrobił, ale....Krótko mówiąc: nie chcialabym się znaleźć na miejscu Kublika i Gadomskiego.

Dzisiejsza Gazeta stanęła jednak murem za Kublikiem, dając na pierwszej stronie jego tekst pt. „237 raz piszemy o interesach Gudzowatego”. „Aby zająć się tymi sprawami, wystarczy czytać komunikaty wielkich koncernów i polskich spółek giełdowych, gazety polskie i zagraniczne, rozmawiać z ministrami, naukowcami i ekspertami, a czasem po prostu kierować się zdrowym rozsądkiem. Po co tu służby specjalne, które chce mi wmówić Aleksander Gudzowaty?” - napisał Kublik na jedynce gazety.

Traktuję to jako powiedzenie przez Gazetę, też przez A.M. że Kublik jest świetnym dziennikarzem, któremu naczelni wierzą, choć się na gazie nie znają.

 

 

piątek, 20 października 2006
236 powodów do zemsty

Jak się jest biznesmenem od gazu i tego typu państwowo ważnych produktów to trzeba żyć dobrze z władzą. I Aleksander Gudzowaty żyje z nią dobrze. I pragnie tę władzę o tym powiadomić. 

Powiadamia.

W rozmowach na cztery nogi, które prowadzi z Adamem Michnikiem, Gudzowaty mówi: a) że Kaczyńscy mają „swoją mądrość” (cytuję za dzisiejszym „Dziennikiem”, s. 6); b) że Polską rządzi loża minus 5, czyli coś w rodzaju układu, sieci czy innej pajęczyny; c) że o Polsce do tej pory świat źle mówił („wszędzie się z nas śmiali...Krzyżówka pawia z zarozumialcem” - cystuję za dzisiejszą „Rzeczpospolitą”, s. 4).

On przecież wie, że jest nagrywany i że jego ochroniarz zaniesie to nagranie naprzód do mediów a potem do prokuratury. I że miłe słówka pod swoim adresem władza usłyszy. I że sprawi tej władzy przyjemność gadając a to o roli tajnych służb, a to o ich wpływie na media i życie polityczne w Polsce. Że sprawi przyjemność snując rozważania o loży minus 5. Że sprawi przyjemność władzy, gdy podkreśli, że za III RP Polska na świecie była niczym.

A przy okazji Gudzowaty trąci „Gazetę”, która nieprzychylnie się o nim wypowiadała 236 razy.

Ludzkie. Ma człowiek powody, żeby się za te 236 razy odegrać.

PS. Teraz idę. Potem wrócę i napiszę o Adamie Michniku z taśm.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6